„Hodowcy psów. Cienie i blaski posiadania rasowego psa” – reportaż Marii Kołodziej

6 listopada 2022 roku, las brzozowo-mieszany, spacerujemy około 150 metrów od domu pani Alicji, która mieszka w dzielnicy „Wesoła” na osiedlu „Stara Miłosna”. Przyjemny powiew delikatnego wiatru sprawiał, że czułam się jeszcze bardziej podekscytowana. Szelest liści oraz cichy śpiew ptaków tworzyły urokliwą jesienną atmosferę. Przed nami człapał rozemocjonowany Kazik – pies pani Alicji. Kazik pochodzi z hodowli polskiego związku kynologicznego o nazwie „Ufna Morda”, a jego rodowodowe imię to Jedyny Taki Anarion. Pies należy do rasy cavalier king charles spaniel. W grudniu skończy siedem lat, a u pani Alicji jest ponad trzy i pół roku. Kazik przebywał wcześniej w pewnej rodzinie, lecz hodowczyni stwierdziła, że Kazik nie ma tam odpowiednich warunków, w wyniku czego został on interwencyjnie odebrany. Zwierzę zostało przyjęte na umowę adopcyjną, a nie sprzedane. Większość hodowli w Polsce sprzedając pieska innemu podmiotowi (hodowli lub osobie prywatnej) sporządza umowę. Umowa chroni psa oraz hodowcę. Jeśli chodzi o umowę pani Alicji na Kazika, poza podstawowymi informacjami można tam również znaleźć zasady, do których trzeba się stosować, np. trzeba chodzić do weterynarza co najmniej raz na pół roku, trzeba robić badania okresowe pieskowi i co ważne – robić badania na wszystkie choroby, na które często zapadają psy rasy cavalier. Oczywiście, znajdują się tam również postanowienia dotyczące: zakazu bicia, nakazu odpowiedniego karmienia, nakazu ochrony przed kleszczami, nakazu szczepienia przeciwko wściekliźnie itp. Jeśli hodowczyni dowie się, że powyższe warunki nie są spełniane, może dojść do odebrania psa.

 

– Historię z cavalierami rozpoczęliśmy jakieś 15 lat temu – mówi pani Alicja. Cavaliery nie były wtedy aż takie popularne, nie było wielu hodowli ani wielu informacji o tej rasie. W życiu pani Alicji zawsze były obecne zwierzęta, głównie psy – kundelki. Pierwszym psem rodowodowym w rodzinie pani Alicji był terier walijski. Gdy wzięła ślub, jej mąż miał już psa – wilczura o imieniu Kora. Wilczury okazały się chorowitą rasą. Kora zachorowała na raka listwy mlecznej. W trakcie jej choroby dużym problemem był transport suni. Rekonwalescencja również nie była najłatwiejsza. Po jej śmierci pani Alicja zdecydowała się z mężem nabyć kolejnego pupila. Ciężkim wyborem była decyzja dotycząca rasy. Pewnym było to, że tym razem piesek musi być mały, ze względu na prosty oraz szybki transport w przypadku nagłego wypadku. Rasa nie mogła być również agresywna, ponieważ pani Alicja miała wtedy kilkuletnie dziecko. Po przejrzeniu atlasu ras psów pani Alicji najbardziej spodobały się trzy rasy: cocker spaniel, shiba inu oraz cavalier king charles spaniel. Okazało się, że cockery spaniele wówczas w Polsce obarczone były genem agresywności (teraz jest to nieaktualne), co spowodowane było tym, że pula genetyczna była zbyt mała. Następnie pod lupę wzięto rasa shiba inu, jednak wyszło na jaw, iż posiada ona tendencje do ucieczek, a ponieważ pani Alicja mieszka blisko lasu, obawiała się o ucieczkę pupila. Przez między innymi wzgląd na te czynniki wybór padł ostatecznie na rasę cavalier king charles spaniel. Zanim jednak pani Alicja postanowiła przygarnąć pieska, zaczęła szukać w internecie i popytała znajomych o możliwe problemy zdrowotne tej rasy.

 

– Wtedy mówiono tylko o problemach genetycznych związanych z sercem – opowiada dalej. Choroba o której było głośno nosi nazwę niedomykalność zastawki mitralnej.

 

– Mówiono mi, że najlepiej znaleźć hodowlę, w której problem ten jest rozpoznany, gdzie badane są psy i że dostanę zaświadczenie, że rodzice pieska są przebadani i zdrowi.

 

Pani Alicja słyszała również wówczas o chorobie neurologicznej syringohydromyelia, natomiast w polskich hodowlach nie wspominano nic na ten temat. Wtedy zapadła ostateczna decyzja o wyborze jak najlepszej hodowli i kupieniu cavaliera. Niestety, najlepsze hodowle nie chcą sprzedawać piesków osobom, których nie znają. Przekazują one najczęściej swoje szczeniaki innym znanym im hodowlom bądź osobom.

 

– Dobry hodowca hoduje zwierzęta dla dobrych ludzi. – mówi Pani Alicja. Wybrała hodowlę z Łodzi „Dobry rok”. Jeżeli chodzi o rasę cavalierów istnieją cztery umaszczenia: czarny podpalany (cały czarny z brązowymi znaczeniami), rudy, biały z rudymi plamami oraz tricolor (biały z czarnymi plamami oraz rudymi znaczeniami na pyszczku i pod ogonem). Pani Alicja zdecydowała, że najbardziej podoba jej się ostatnie umaszczenie. Miała szczęście, ponieważ właśnie w hodowli „Dobry rok” urodziły się takiego umaszczenia szczenięta. Hodowcy niechętnie sprzedają również szczeniaki osobom, które posiadają małe dzieci (do 5 roku życia). Córka pani Alicji miała wówczas 3 lata. Z tego względu pierwsza rozmowa o szczeniaku trwała około 2-3 godzin, a pytania były bardzo dokładne.

 

– Hodowca przepytywał mnie, a nie ja hodowcę.

 

Jedno z pytań, jakie zadano przyszłej opiekunce, wydało mi się bardzo interesujące. Hodowca kazał opowiedzieć o chorobach cavalierów.

 

– Prawo w Polsce samo w sobie nie chroni zwierząt. Hodowcy robią wszystko, żeby psie dzieci, ich szczeniaki, trafiały do dobrych ludzi. Dobrzy hodowcy starają się dobierać tak rodziców, żeby te choroby niwelować, jednak nie zawsze to się udaje.

 

Hodowcy w Polsce nie zawsze mają dużą wiedzę o potencjalnych zagrożeniach, które mogą spotkać ich psy. Dopiero z biegiem czasu wiedza docierała do weterynarzy polskich – na przykład z Wielkiej Brytanii. Niestety, hodowcy w Polsce często nie robią badań lub ukrywają je. Choroba jednak prędzej czy później się ujawni. Bywa jednak też tak, że nabywcy cavalierów są świadomi istnienia tych chorób i „zmuszają” hodowców do ujawnienia prawdy. Nie chcą bowiem za duże pieniądze kupować pieska, którego rodzice nie zostali przebadani.

 

Gdy pani Alicja kupiła swojego pierwszego cavaliera – Froda – myślała, że jest świadoma jego chorób. Okazało się, że 15 lat temu wiedziała tylko o mniejszej ich części. Mówiono wtedy głównie o wcześniej już wspomnianej niedomykalności zastawki mitralnej. Frodo miał robione badania na serce i z początku wszystko było w normie. Natomiast później okazało się, że cavaliery miały jeszcze inne choroby. U pieska pojawiły się dziwne objawy – na przykład sztywniejące tylne łapy. Cavaliery były rasą mało znaną, a pani Alicja nie wiedziała, co się dzieje, dlatego pomimo wizyt u kilku weterynarzy, żaden nie był w stanie określić przyczyny objawów. Oczywiście pani Alicja zadzwoniła również do hodowcy, który zlecił badania.

 

– Wydaje mi się, że wówczas nie potraktował mnie dobrze, ponieważ nie wskazał mi optymalnego kierunku działania.

 

Choroba, która jak okazało się, dotknęła Froda, to kolejna choroba genetyczna, objawiająca się wyłącznie u cavalierów. Nosi nazwę przypadkowe upadanie i w obecnym czasie została już prawie całkowicie zniwelowana. Pies cierpiący na taką chorobę ma właściwie wszystkie objawy padaczki, jednak główną różnicą jest to, że jest świadomy.

 

– U Froda choroba zaczęła postępować i oprócz tylnych łapek piesek był cały sztywny, nieprzytomny, zdenerwowany, ciekła mu z pyska ślina, cały się trząsł, aż serce się krajało.

 

Objawy występowały raz na jakiś czas i nie wiadomo było, w jakim momencie można się ich spodziewać. Na szczęście okazało się, że przypadłość ta nie powoduje skrócenia życia pieska, ale niektóre cavaliery wymagają uśpienia. Po Frodzie pani Alicja zdecydowała się na kolejnego cavaliera – Bugisia – u którego, niestety, wykryto guza, który z kolei doprowadził do niewydolności wielonarządowej.

 

Cavaliery, jak zresztą każda rasa psa, mają duże problemy ze zdrowiem na podłożu genetycznym. Pani Alicja wykazała się dużą wiedzą na temat wielu chorób tej rasy. Wszystkie fakty, które przywołuję, opisała sama z pamięci. Pierwszą z chorób, którą wymieniła, była niedomykalność zastawki mitralnej, która występuje praktycznie u wszystkich cavalierów. Mówi się, że 50% cavalierów w wieku 5 lat oraz prawie 100% cavalierów w wieku 10 lat jest obarczone tą dolegliwością. Jest to najczęstsza przyczyna śmierci cavalierów. U cavalierów ważne jest z tego powodu robienie badań dopplerowskich, które u psów niewykazujących objawów robi się przeważnie raz na rok, natomiast u chorych wtedy, kiedy lekarz wyznaczy wizytę. Objawy to kaszel, nietolerancja wysiłku, duszności, brak apetytu, niepokój nocny, omdlenia, apatia, senność. Leczenie polega na terapii farmakologicznej. Niestety, leki te mają negatywny wpływ na nerki oraz wątrobę. Trzeba więc permanentnie robić badania innych narządów oraz badania krwi. Przy niwelacji tej choroby ważne jest, aby rodzice psa byli badani, przy czym choroba pojawia się dosyć późno (mniej więcej 4-5 rok życia). Sunia pierwszy raz może mieć dzieci, gdy ma 18 miesięcy, dlatego ważne są również badania wstecz (dziadków, pradziadków oraz rodzeństwa.)

 

Pani Alicja opowiedziała również o innych chorobach genetycznych występujących u cavalierów, m.in. syndrom suchego oka. Oko nie produkuje wówczas łez, co prowadzi do chorób, włącznie ze ślepotą. Następnie opowiedziała o syndromie kręconej sierści. Jest to choroba skóry i naskórka. Oprócz kręconej sierści występują duże problemy ze skórą, takie jak świąd, łuszczenie, a nawet tracenie sierści, rany otwarte, problemy z paznokciami i problemy z oczami. Na przypadkowe upadanie, syndrom suchego oka oraz syndrom kręconej sierści ludziom udało się znaleźć rozwiązanie, tzw. badania genetyczne. Są trzy stadia, jakie mogą być zdiagnozowane u pieska. Albo jest czysty (nie ma choroby), albo jest nosicielem, albo jest chory. Aby otrzymać pieska zdrowego, istotne jest, aby rodzice nie mieli genu choroby, jednak istnieje możliwość krzyżowania cavaliera czystego z nosicielem. Wtedy dzieci rodzą się bądź czyste, bądź jako nosiciele. Należy wówczas pamiętać, że piesek nie może być krzyżowany z innym nosicielem tego genu.

 

Są jeszcze dwie bardzo ciężkie choroby genetyczne, na które ludziom nie udało się znaleźć sposobu leczenia. Jest to jamistość rdzenia kręgowego (SM – syringomyelia) oraz Malformacja Arnolda Chiariego (CM). Cavaliery są małe i mają małe głowy. Przez to właśnie móżdżek i pień mózgu nie mieszczą się w czaszce, mają tam bardzo mało miejsca. To skutkuje przesunięciem móżdżku i pnia, przez co utrudniony jest przepływ płynu mózgowordzeniowego. Te choroby są bardzo bolesne dla psa (w rozwiniętych fazach) i sporo zwierząt, które chorują, niestety, usypia się. Objawem może być pseudo-świąd karku. Dawniej był on leczony dermatologicznie, ponieważ lekarze nie znali jego prawdziwej przyczyny. „Szukali po omacku co się dzieje”. Również charakterystyczne dla tych dolegliwości jest chodzenie bokiem, ocieranie się i niedowład tylnych kończyn. Aby zdiagnozować pieska w kierunku tych chorób należy zrobić rezonans magnetyczny. W wielu przypadkach kończy się to leczeniem farmakologicznym lub operacją, przy czym oba te sposoby jedynie zapobiegają bólowi pieska. Niestety, żaden nie daje gwarancji całkowitego usunięcia cierpienia.

 

Charakterystyczny dla cavalierów jest również krótki pyszczek, który skutkuje syndromem brachycefalicznym (ciężkie oddychanie, omdlenia, problem z udarami cieplnymi w ciepłą pogodę).

 

Rasa cavalier king charles spaniel jest uważana za „pieski do towarzystwa”, popularne w dogoterapii, lubiące ludzi. Kazik – obecny cavalier pani Alicji – szczególnie mocno upodobał sobie jej męża.

 

– Chodzi za nim krok w krok. Mąż idzie do łazienki, on czeka przed łazienką.

 

Mąż pani Alicji pracuje w domu, więc piesek spędza z nim większość czasu. Jest bardzo towarzyskim pupilem, bardzo kocha swoja rodzinę. Bardzo nieufnie podchodzi do innych zwierząt. Pani Alicja wspomina również o nieufności Kazika do niektórych piesków. Uwielbia aportować, biegać i chodzić na spacery, ale nie w deszczu.

 

– Kazik śpi z nami w łóżku. Ma swoje legowisko, ale korzysta z niego rzadko. Ludzie dzielą się na tych, którzy się przyznają, oraz tych, którzy nie przyznają się do tego, że ich pieski śpią z nimi – śmieje się pani Alicja

 

Istotną kwestią okazały się choroby pieska, których nie jest mało. Już gdy opiekunka go przygarnęła, miał wykryte szmery w sercu. Jest to na szczęście na tyle delikatne i powoli rozwijające się schorzenie, że pies nie musi brać żadnych lekarstw. Na kontrole (wliczając w nie badanie dopplerowskie) piesek chodzi mniej więcej co pół roku, chyba że właściciele zauważą niepokojące objawy. Kazik jest również dużym alergikiem, jeżeli chodzi o alergie pokarmową. Nie może spożywać większości rodzajów mięsa (w tym momencie je głównie mięso z łosia, warzywa, algi, drożdże oraz wapń). Piesek ze względu na alergie ma również tendencje do chorób skórnych (grzybicze choroby skóry i uszu). Mimo codziennego mycia zębów psiaka, odkłada mu się również często kamień nazębny. Zabieg usuwania kamienia wykonywany jest w znieczuleniu ogólnym, co jest szkodliwe na serce. Kolejnym problemem, z którym mierzy się zwierzę, jest zapychanie gruczołów okołoodbytniczych, co również skutkuje częstymi wizytami u weterynarza w celu ich oczyszczenia.

 

Gdy przechodziłyśmy obok dorodnej, wysokiej brzozy nad rozległą kałużą, zadałam pani Alicji właściwie najważniejsze pytanie. Dlaczego, pomimo tych wszystkich problemów, które wymienia, tych chorób, nadal adoptuje kolejne cavaliery.  Pani Alicja po dwóch cavalierach przyzwyczaiła się do tej rasy, dlatego wybrała kolejnego – Kazika. Spodobały jej się ich usposobienie oraz temperament. Towarzyskość, zapatrzenie w człowieka to cechy, na których pani Alicji zależało, co zresztą nie jest dziwne.

 

– Mimo że wiem, że są te choroby, to wiem też, że na wiele chorób już jest rada. Medycyna idzie do przodu. Wiem, że większość specjalistów od chorób właśnie cavalierów, pracuje w Warszawie. Kontroluję na bieżąco stan zdrowia Kazika. Jestem spokojniejsza, niż kiedyś.

 

Opiekunka opowiedziała, że rzeczywiście, na nierzadkie wizyty u weterynarza trzeba poświęcić dużo czasu, jak i pieniędzy. Szczególnie podkreśliła trudności, związane z ostatnimi miesiącami życia pieska. Wtedy przyszło mi na myśl inne, równie istotne zagadnienie. Czy gdyby pani Alicja chciała adoptować kolejnego psa, byłby to cavalier czy może kundelek? A może jeszcze inna rasa? Okazało się, że pani Alicja wspólnie z mężem zdecydowali, że Kazik będzie ich ostatnim psem.

 

– Podchodzimy do zdrowia psa jak do dziecka. Niczego nie odkładamy, jeździmy do najlepszych lekarzy.

 

Gdy pani Alicja kupowała pierwszego cavaliera mówiło się, że ich średnia długość życia to 8-10 lat. Teraz się mówi, że 10-14 przez to, że bardziej skupiamy się dzisiaj na medycynie oraz genetyce zwierząt. Pani Alicja ma w tym momencie 50 lat. Gdy Kazik będzie miał 14 lat, pani Alicja skończy około 57 lat. Następny piesek żyłby kolejne 14 lat i pani Alicja nie jest pewna, czy po prostu dałaby radę.

 

– Nie wiem, na ile byłabym sprawna, aby opiekować się psem. Zdecydowaliśmy dlatego, że będzie to nasz ostatni pies.

 

Pani Alicja dodała jednak również, że gdyby była młodsza i brała następnego psa, pewnie byłby to kolejny cavalier, ze względu na wcześniej wymienione powody. Pokochała cavaliery i decydowała się na ich przygarnianie, mimo ich licznych dolegliwości. Z odpowiedzialnością i rozwagą podchodzi do opieki nad zwierzęciem. Poświęciła większość swojego życia opiece nad cavalierami i dobrze rozeznała cechy tej rasy. Wie, że to żywe stworzenie, które tak jak ludzie, potrzebuje zdrowego i spokojnego życia.

 

 

Reportaż powstał w ramach projektu „Młodzi piszą reportaż” współfinansowanego przez m.st. Warszawa.